POLSKI ZWIĄZEK JUDO

rok założenia 1957

Jesteś tutaj

MŚ Weteranów: Krzysztof Czupryna – to będzie jeden z najtrudniejszych turniejów.

- Spodziewam się jednego z najtrudniejszych turniejów w grupie weteranów. Zapowiada się trudna walka o złoto. Mistrzem Europy byłem już dwa razy, więc naturalnym wyzwaniem jest tytuł Mistrza Świata - mówi 52-letni Krzysztof Czupryna (-66kg), który powalczy w czempionacie globu weteranów w Krakowie (8-11 września).

Redakcja: W czerwcu po raz drugi został Pan Mistrzem Europy w kategorii -66kg. Jak wyglądały zmagania na Krecie?

Krzysztof Czupryna: Stoczyłem trzy trudne pojedynki. Pierwszą walkę z mocnym fizycznie zawodnikiem z Francji wygrałem w doliczonym czasie. Drugą, z Czechem przed czasem. Z kolei pojedynek w finale z Ukraińcem Mykolą Dankanychem, byłym Wicemistrzem Świata, zakończyłem swoją koronną techniką ippon seoi nage.

Wcześniej już walczył Pan z ukraińskim rywalem?

Tak, łącznie mierzyliśmy się 5-krotnie i to ja zawsze byłem górą. Po prostu znalazłem sposób na niego. W judo niezwykle ważna jest przewaga psychologiczna dzięki zwycięstwom w bezpośrednich walkach. Dobrze jest wygrać z danym zawodnikiem w zawodach niższej rangi. To później ma przełożenie w turnieju mistrzowskim. Ten przegrany wychodzi z dużo mniejszym animuszem na matę...

Z kim będzie Pan walczył w Krakowie?

W kategorii M5 mam 18 przeciwników z całego świata. Mam wrażenie, że do Polski przyjeżdża niemal cały „garnitur” judoków-weteranów. Poza Japonią, ale oni nie startują w starszych grupach wiekowych. W poprzednich MŚ i ME, ze względu na panujące obostrzenia pandemiczne, nie było wszystkich, część rywali po prostu rezygnowała. Teraz będzie zdecydowanie trudniej, to będą „pełnowymiarowe” zawody. A co więcej, pojawią się mocni zawodnicy z takich krajów jak: Gruzja Mongolia, Azerbejdżan, Uzbekistan, Kazachstan czy Izrael. To silne nacje w seniorskim judo, tzw. pierwsza liga.

Jaki jest Pana dorobek w MŚ i ME Weteranów?

Zacznę od tego, że judo zacząłem uprawiać w wieku 14 lat i regularnie trenowałem do 24. roku życia. Na matę wróciłem po przerwie, kiedy zacząłem jeździć z synem na zajęcia judo. Okazało się, że jest jeszcze kilku takich ojców jak ja, więc postanowiliśmy nie marnować czasu czekając na zakończenie treningu naszych dzieci. Starty w zawodach mistrzowskich zacząłem w 2012 roku od ME w Opolu, gdzie jako 42-latek zająłem 7 miejsce. Wtedy jeszcze walczyłem w kategorii wagowej do 73kg. Z czasem zacząłem podchodzić do judo w „wydaniu” mastersów bardziej profesjonalnie. Zmieniłem dietę i zacząłem analizować walki moich przeciwników. Właściwie nie ma dnia, abym nie wykonywał jakiejś aktywności podporządkowanej judo. Moim pierwszym dużym osiągnięciem było złoto w ME w Chorwacji w 2017 roku. Wówczas drugi raz walczyłem w niższym limicie wagowym, który utrzymuję do dziś. W Zagrzebiu, podobnie jak w Heraklionie, o który już wspominałem, kluczowa była przewaga psychologiczna z moim przeciwnikiem. W finale spotkałem się z rywalem z Węgier Laszlo Sarkany, którego 2 miesiące wcześniej pokonałem w Otwartych Mistrzostwach Węgier.

Od dekady nie opuszcza Pan MŚ i ME?

Nie było mnie tylko w Stanach Zjednoczonych w 2016 roku, ale 2 lata później, za namową mojej żony poleciałem do Meksyku. W Cancun miałem tzw. dzień konia. Niemal wszystko mi wychodziło. Miałem mocną głowę do walk. Po trzech walkach awansowałem pewnie do finału. Niestety pojedynek o złoto przegrałem z Brazylijczykiem, najsłabszym w moim odczuciu zawodnikiem, z którym w tym dniu walczyłem. Do dziś żałuję tamtego finału. Popełniłem szkolny błąd i przegrałem.

Łącznie ma Pan już 5 medali z największych imprezach kategorii weteranów….

Dwa razy złoto Mistrzostw Europy, wspomniane srebro Mistrzostw Świata, a także brązowe medale ME w 2015 roku, kiedy debiutowałem w kategorii wagowej do 66kg, i MŚ w 2021 roku. Dziś jestem trzeci rok w grupie wiekowej M5, a więc na półmetku tej kategorii. Jest to grupa zawodników od 50. do 54. roku życia. Muszę przyznać, że im człowiek starszy w swojej kategorii wiekowej, tym jest mu trudniej. Niestety materiał biologiczny się zużywa, lecz oczywiście będą walczył o złoto.

Co motywuje Pana w wieku 52 lat do trenowania judo na takim poziomie?

Po pierwsze, bardzo lubię rywalizację. Oczywiście w tym pozytywnym znaczeniu. Szczególnie lubię tę drogę, którą jest przygotowywanie się do kolejnego turnieju. Na każdy trening, bez względu na to, czy jest on na macie, na rowerze czy też siłowni, wychodzę z myślą, że jest to kolejny krok w przygotowaniu do najbliższego mistrzowskiego turnieju.

Po drugie, treningi i starty w zawodach dają mi pewnego rodzaju odskocznię od życia codziennego. Dużo pracuję zawodowo, a uprawianie judo pozwala zachować równowagę psychiczną i uwolnić myśli od bieżących problemów. Dodatkowo moja żona bardzo mi kibicuje i często wyjeżdża ze mną. Śmiejemy się, że wspólnie uprawiamy tzw. sport-turystykę.

Po trzecie, jest dla mnie szczególnie ważne, by identyfikować się z grupą, która ma taką samą pasję jak ja. Zwłaszcza na poziomie reprezentacji kraju. Od startu w Mistrzostwach Świata w Lizbonie staliśmy się zżytą reprezentacją. Wcześniej weterani chcący wystartować w Mistrzostwach Europy czy Świata najczęściej przygotowywali się do nich indywidualnie. Każdy z nas sprawy organizacyjne związane z wyjazdem i pobytem na turnieju załatwiał osobno. Od 2021 roku nastąpiła zmiana. Kilka osób spośród nas, które regularnie uczestniczyły w turniejach mistrzowskich, postawiło sobie za cel stworzenie jednolitej grupy, która będzie widoczna zarówno w Polsce, jak i za granicą. Udało się już „ubrać” wszystkich w jednolite stroje reprezentacyjne. Kontaktujemy się jako grupa z Polskim Związkiem Judo, co ułatwia Związkowi załatwianie spraw formalnych związanych ze startami. Wymieniamy się doświadczeniami, dopingujemy i motywujemy się wzajemnie. To wszystko sprawia, że motywacja do uprawiania judo nie maleje, ale wręcz rośnie.